aaa4
Newbie

Dołączył: 04 Maj 2017
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/6
|
Wysłany: Śro 14:48, 11 Kwi 2018 Temat postu: |
|
|
Do wiezienia sw. Lazarza prowadzila dwunastostopowa brama w zelaznym ogrodzeniu, nastepnie trzeba bylo przejsc przez wybrukowany kocimi lbami dziedziniec, przez druga brame w drugim ogrodzeniu, tunel z nagich kamieni, utworzony przez czterostopowej grubosci mury budynku, by wreszcie wejsc do korytarza, z ktorego otwieralo sie na prawo duze, sklepione pomieszczenie dla straznikow. Powietrze w korytarzu i tym pomieszczeniu bylo wilgotne, przesiakniete slodkawym zapachem stechlizny. W pozbawionym okien pokoju panowala cisza niczym w piwnicy win czy jaskini, lecz ledwo slyszalny, dziwny, nieprzyjemny pomruk swiadczyl, ze za dalszymi scianami i drzwiami miejsce to wcale nie jest ciche, wcale nie jest puste, lecz zatloczone do granic mozliwosci. Czekajac w pomieszczeniu dla straznikow, wraz z towarzyszacym jej urzednikiem, na przedstawiciela wladz wiezienia, Luisa Paludeskar wysoko unosila glowe. Przytrzymywala jedwabne spodnice, chroniac je przed zetknieciem sie z wilgotna, brudna podloga. Nie rozgladala sie, nic nie mowila. To byla godzina jej zwyciestwa. Pracowala na nia przez dwadziescia szesc miesiecy.
Do pomieszczenia pospiesznie weszlo dwoch urzednikow, ocierajacych sobie usta po obiedzie, a za nimi bardzo wysoki, gruby mezczyzna w mundurze porucznika policji Polany. Urzednik przybyly z Luisa zamierzal cos powiedziec, lecz ona go ubiegla, wypowiadajac czystym glosem zdanie, do wygloszenia ktorego zdobyla sobie prawo:
-Poruczniku, pan Konevin przynosi panu rozkaz Sadu Najwyzszego, podpisany przez premiera, odwolujacy wyrok wieznia Itale Sordego.
Ogromny mezczyzna wyciagnal reke po dokument, ktory podal mu towarzysz Luisy.
-Witam, panie Konevin - mruknal patrzac na Luise. - Tak, zaiste. Jestem do uslug, panienko.
-Baronowno Paludeskar - poruczniku Glay - mruknal Konevin. Wydawalo sie, ze pomruki sa tu naturalna forma porozumiewania sie. - Wszystko jest w porzadku, Glay. Natychmiastowe zwolnienie. Spojrz tutaj. - Pochylili glowy nad dokumentem i mruczeli cos ciszej. Porucznik trzymal papier z dala od siebie, jakby sie bal, ze sie oparzy.
-Tak, tak, Larenzay, sprawdz Sorde Itale, przyjety w grudniu dwudziestego siodmego.
Obaj urzednicy podniesli glowy. Po wejsciu do pomieszczenia jeden z nich podszedl do stolu, a drugi do biurka. Usiedli nic nie mowiac i prawie nie patrzac na Koneyina i Luise. Ten przy stole mial glowe wyrastajaca wprost z ramion oraz poznaczona brodawkami, twarz o ziemistej cerze. Ten przy biurku byl szczuply i zylasty, mial dlugie, gladkie wlosy i usta przypominajace rozciecie brzytwa.
Post został pochwalony 0 razy
|
|